Żołnierskie oleum winne-receptura 1617 rok
2026-10-01Jesień 1617 roku. Wojska królewicza Władysława Wazy ciągną na wschód, ku Moskwie. Całe dni w siodle, piechota brnąca w błocie za taborem, deszcz, wilgotne ubrania i pierwsze przymrozki. Wieczorem liczy się wszystko, co pozwala rozgrzać zesztywniałe nogi, rozetrzeć obolałe plecy i przynieść ulgę ciału zmęczonemu wielogodzinnym marszem.
Czym dysponowali ludzie tamtej epoki?
Jednej z najciekawszych odpowiedzi nie znajdziemy w kronice wojennej, lecz w ogromnym polskim zielniku wydanym zaledwie cztery lata wcześniej.
Zielnik Syreniusza – Kraków, 1613
Szymon Syreński, zwany Syreniuszem, był lekarzem, botanikiem, doktorem medycyny i profesorem Akademii Krakowskiej. Materiały do swojego wielkiego dzieła zbierał przez ponad trzydzieści lat, ale jego wydania nie doczekał – zmarł w 1611 roku.
„Zielnik herbarzem z języka łacińskiego zowią” ukazał się w Krakowie w 1613 roku, w drukarni Bazylego Skalskiego. Do jego wydania przyczyniła się finansowo królewna Anna Wazówna – siostra Zygmunta III Wazy, a więc ciotka królewicza Władysława.
Była to potężna księga licząca ponad półtora tysiąca stron i opisująca setki roślin. Co szczególnie ważne – została napisana po polsku.
Dzięki niej możemy dziś zajrzeć do świata zielarstwa niemal dokładnie z czasów wyprawy moskiewskiej.
Zioła, wino, olej – i nacieranie
W Zielniku znajdujemy recepturę, która niezwykle dobrze pokazuje sposób wykorzystywania roślin w tamtej epoce.
Syreniusz opisuje przygotowanie z wykorzystaniem piołunu, marzymiętki, lebiodki, piołunu włoskiego, rumianku oraz innych dodatków roślinnych. Zioła umieszczano w płóciennych woreczkach, ogrzewano w gorącej wodzie zmieszanej z winem i przykładano do ciała.
Po takim zabiegu następowało smarowanie olejkiem piołunowym.
Co szczególnie ciekawe – opis dotyczył bólu i dolegliwości żołądka. W dawnym zielarstwie nacieranie nie było bowiem jedynie pielęgnacją skóry. Oleje, maści, okłady i rozcierania stosowano tradycyjnie na bardzo różne dolegliwości.
W polskim zielniku z 1613 roku spotykamy więc obok siebie:
zioła – wino – ciepło – olejek – nacieranie.
Czym właściwie było „oleum”?
Łacińskie słowo oleum oznacza olej, jednak w dawnej aptece kryło się pod nim znacznie więcej niż zwykły tłuszcz.
Przygotowywano oleje ziołowe, w których właściwości, zapach i barwę roślin starano się przenieść do tłustej bazy. Zioła rozdrabniano, macerowano, ogrzewano i przecedzano.
Tak przygotowane oleje wykorzystywano w dawnym zielarstwie przede wszystkim do nacierania, masażu, okładów oraz jako podstawę maści i plastrów.
W tradycji po nacierania sięgano wtedy, gdy dokuczały bolące mięśnie i stawy, sztywność ciała, przeciążone plecy, okolica krzyża, stłuczenia, nadwyrężenia czy wychłodzenie. Rozcieranie i ogrzewanie ciała było jednym z najprostszych zabiegów, jakie można było wykonać bez rozbudowanego warsztatu aptekarskiego.
Dla człowieka żyjącego czterysta lat temu oleum było więc czymś znacznie bardziej praktycznym niż dzisiejszy pachnący olejek kosmetyczny.
A skąd w oleum wino?
Źródła z początku XVII wieku pokazują, że wino pojawiało się również przy sporządzaniu preparatów ziołowych.
W Pharmacopoeia Londinensis z 1618 roku przy przygotowaniu oleju z dziurawca – Oleum hyperici – pojawiają się zarówno oliwa, jak i aromatyczne wino. Mieszaninę poddawano następnie ogrzewaniu.
Połączenie:
roślina + wino + olej
należało więc do warsztatu aptekarskiego tamtej epoki.
Ruta – dawne ziele do mocnych nacierań
Dziś ruta jest niemal zapomniana. W czasach Syreniusza należała jednak do ważnych roślin zielarskich. Przygotowywano z niej między innymi olejki, soki, octy i wody.
W dawnej tradycji rutę zaliczano do roślin o mocnym, rozgrzewającym charakterze. Pojawiała się w zewnętrznych przygotowaniach stosowanych przy bólach ciała, zesztywnieniu, wychłodzeniu oraz do nacierania bolących i przeciążonych miejsc.
W języku współczesnego człowieka byłyby to między innymi bolące mięśnie, przeciążone plecy, okolica lędźwiowa i krzyżowa czy zesztywniałe stawy.
Ruta miała również swoje miejsce w polskiej kulturze. Ruciane wianki pojawiały się w dawnych obyczajach i pieśniach, a sama roślina przez całe pokolenia rosła w przydomowych ogrodach.
Było to jednak ziele uważane za mocne – nie za łagodną roślinę codziennego użytku.
Piołun – kiedy bolało, ciągnęło i „łamało” ciało
Jeszcze bardziej charakterystyczny był piołun.
Jego intensywny zapach i niezwykła gorycz sprawiły, że stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych roślin dawnego zielarstwa. Syreniusz opisywał piołun w okładach, naparach i olejkach, a po ogrzewaniu ciała ziołami zalecał również smarowanie olejkiem piołunowym.
W tradycyjnych nacieraniach po mocne, aromatyczne rośliny sięgano przy bólach mięśni i stawów, sztywności, przeciążeniu, wychłodzeniu oraz bolących plecach i krzyżu.
W późniejszej tradycji ludowej nacierania, maści i okłady stosowano również przy dolegliwościach określanych jako „łamanie w kościach”, postrzał, korzonki czy rwa kulszowa – czyli przy bólu pleców i krzyża, który potrafił ciągnąć lub promieniować w stronę nogi.
Nie oznacza to, że piołun był „lekiem na rwę kulszową”. Pokazuje natomiast, jak ważną rolę w dawnym podejściu do bólu odgrywały ciepło, masaż, rozcieranie i mocne ziołowe nacieranie bolącego miejsca.
Balsamita – na stłuczenia i nadwyrężenia
Balsamita, czyli wrotycz balsamiczny (Tanacetum balsamita), ma szerokie liście, które po roztarciu wydzielają charakterystyczny balsamiczny, lekko miętowy aromat.
Przez stulecia uprawiano ją w europejskich ogrodach jako roślinę aromatyczną i użytkową. Szczególnie interesujące są jednak jej dawne zastosowania zewnętrzne.
W starych źródłach balsamita pojawia się w maściach przygotowywanych na stłuczenia, nadwyrężenia oraz urazy ścięgien. Ziele gotowano w oliwie, a otrzymany olej wykorzystywano do dalszego sporządzania maści.
To pokazuje świat dawnego zielarstwa bardzo praktycznie: bolące ramię, nadwyrężona noga, stłuczenie, zesztywniałe plecy czy ciało przeciążone ciężką pracą były sytuacjami, w których sięgano po olej, zioła i nacieranie.
Laur, majeranek, mięta, szałwia i bazylia
Dziś większość z nich kojarzymy przede wszystkim z kuchnią. Czterysta lat temu granica pomiędzy spiżarnią, zielnikiem i domową apteczką nie była jednak tak wyraźna.
Wawrzyn wykorzystywano w dawnych olejach i maściach. Majeranek ceniono jako silnie aromatyczne ziele. Mięta, czyli dawna „marzymiętka”, pojawia się u Syreniusza również obok piołunu. Szałwia należała do klasycznych roślin dawnych ogrodów zielarskich, a bazylia ceniona była nie tylko jako przyprawa, lecz również jako roślina aromatyczna.
W dawnych tradycjach zioła te spotykamy w przygotowaniach związanych z nacieraniem, rozgrzewaniem, obmywaniem i pielęgnacją ciała. Były częścią świata, w którym przy bólu mięśni, ciężkich nogach, sztywnych stawach, bolącym karku czy plecach po ciężkiej pracy nie sięgano po gotową tubkę preparatu, lecz po to, co można było przygotować z dostępnych roślin.
Gdy bolały plecy, krzyż i noga
Szczególnie interesujący jest właśnie dawny sposób patrzenia na ból pleców i krzyża.
Nie znano współczesnej diagnostyki kręgosłupa, rezonansu magnetycznego ani pojęcia ucisku korzenia nerwowego w dzisiejszym znaczeniu. Znano natomiast sam ból – czasami tępy i rozlany, czasami gwałtowny, „strzelający”, ciągnący od krzyża w dół.
To, co późniejsza tradycja nazywała postrzałem, korzonkami czy rwą kulszową, próbowano łagodzić między innymi ciepłem, okładami, masażem i nacieraniem. Podobnie postępowano przy bólach reumatycznych, sztywności stawów, przeciążonych mięśniach, stłuczeniach i nadwyrężeniach.
Dla człowieka wykonującego ciężką pracę fizyczną – a tym bardziej dla żołnierza spędzającego wiele godzin w siodle lub marszu – właśnie plecy, krzyż, barki i nogi należały do najbardziej obciążonych części ciała.
I tutaj najlepiej widać sens dawnych olejów do nacierania.
Od dawnego zielnika do Słowiańskiej Natury
Współczesne Żołnierskie Oleum Winne powstało z inspiracji dawnym zielarstwem, w którym olej, wino i aromatyczne rośliny spotykały się w preparatach przeznaczonych do nacierania.
W jego składzie olej roślinny i wino łączą się z liściem laurowym, rutą, majerankiem, miętą, szałwią, piołunem, balsamitą i bazylią, a kompozycję uzupełniają kamfora i mentol.
Dawne nacierania miały swoje miejsce przede wszystkim tam, gdzie ciało dawało o sobie znać: przy bolących plecach i krzyżu, „łamaniu” w kościach, sztywnych stawach, przeciążonych mięśniach, ciężkich nogach, stłuczeniach i nadwyrężeniach. W tradycji ludowej rozcieranie i okłady pojawiały się również przy postrzale, korzonkach oraz dolegliwościach określanych jako rwa kulszowa.
Zielnik Syreniusza z 1613 roku pozwala zobaczyć, jak bliska ludziom tamtej epoki była sama idea korzystania z ziół, wina, ciepła, olejów i nacierania.
Czasami stara receptura jest czymś więcej niż zestawem składników. Jest małym kawałkiem historii zamkniętym w butelce.
Źródła
Szymon Syreński, Zielnik herbarzem z języka łacińskiego zowią, Kraków 1613.
Pharmacopoeia Londinensis, Londyn 1618.
Materiały dotyczące historii dawnych olejów i preparatów aptekarskich.
Opracowania historyczno-farmaceutyczne dotyczące wawrzynu i dawnych roślin aromatycznych.
Pharmacopoeia Londinensis, Londyn 1618.
Materiały dotyczące historii dawnych olejów i preparatów aptekarskich.
Opracowania historyczno-farmaceutyczne dotyczące wawrzynu i dawnych roślin aromatycznych.
Tekst ma charakter historyczny i edukacyjny. Opisy zastosowań odnoszą się do dawnych tradycji zielarskich i historycznych źródeł i nie stanowią porady medycznej ani deklaracji działania leczniczego produktu.

