Całe beczki pokrzywy dla rannych żołnierzy – opowieść Eleny Zajcewej
2026-08-08„Ojciec mój był pełnym kawalerem Orderu Świętego Jerzego, miał cztery odznaczenia za odwagę. Władza sowiecka później go posadziła. Rok siedział. Było nas ośmioro dzieci, mama sama nas wychowała. Babcia umiała leczyć, mama również umiała leczyć. W czasie wojny leczyłyśmy bardzo wielu rannych żołnierzy. Leków już nie było, szpitali nie było, wazeliny też nie było. Miałam siedem lat, do szkoły chodziłam, a tam były gnijące rany, nocą ludzie krzyczeli.”
„Opowiem wam, co robiłyśmy. My, dzieci, z całej okolicy nosiłyśmy całymi naręczami pokrzywę, tłukłyśmy ją i dawałyśmy mamie. Po prostu nie było bandaży, nie było niczego. Mama gotowała płótno w brzozowym ługu, przykładała pokrzywę i obwiązywała wszystkie rany. Tam, gdzie były rany po pożarach, krwawiące, porozbijane ręce i nogi, wszystko obwiązywała. I po dwóch, trzech tygodniach rany się goiły.”
„Takie właściwości ma pokrzywa: goi rany i podnosi hemoglobinę u tych, którzy mają anemię.”
W drugim wykładzie Elena powróciła do tego wspomnienia i wyjaśniła dokładniej, jak jej matka przygotowywała pokrzywę:
„Już wam opowiadałam, jak leczyliśmy rannych. Przede wszystkim tracili oni bardzo dużo krwi. Mieli poranione głowy, ręce, nogi – wszystko było we krwi. Mama robiła sok z pokrzywy.
Zbieraliśmy ją całymi beczkami, tłukliśmy i wyciskaliśmy sok. Mama poiła rannych tym sokiem, żeby odbudować krew. Nie tylko dawała im go do picia, ale także przykładała pokrzywę do ran.”
„Tam, gdzie były rozległe, ropiejące rany, już po tygodniu lub dwóch pojawiała się delikatna, różowa skóra. Tak właśnie oczyszcza wszystkie rany. W zadziwiający sposób podnosi również poziom hemoglobiny.”
Źródło: tłumaczenia pierwszego i drugiego wykładu Eleny Fiodorowny Zajcewej.
Dziś również pokrzywa wcale nie została zapomniana. Do dziś przygotowujemy z niej napary, soki, octy, wcierki, maści i maceraty. Pijemy ją dla wzmocnienia, wykorzystujemy do pielęgnacji skóry i włosów. Znamy ją jednak przede wszystkim w łagodnej, codziennej postaci. Niemal zupełnie zapomnieliśmy, że dawniej świeżą pokrzywę tłuczono, przykładano bezpośrednio do ciężkich ran, a wyciśniętym z niej sokiem pojono ludzi osłabionych utratą krwi.
W relacji Eleny dzieci przynosiły pokrzywę całymi naręczami i beczkami. Tłukły ją tak długo, aż roślina oddała swój sok. Płyn podawano rannym, natomiast wilgotną miazgę przykładano do poranionego ciała. Wykorzystywano wszystko, co mogła dać roślina.
Trudno pojąć znaczenie tej historii bez spojrzenia na nią oczami siedmioletniej wówczas Eleny. Szkoła, która powinna być miejscem dziecięcych rozmów i nauki, została wypełniona rannymi żołnierzami. Zamiast zwyczajnego szkolnego gwaru nocą słychać było krzyki ludzi cierpiących z powodu oparzeń, krwawiących kończyn i ropiejących ran. Nie było prawdziwego szpitala, leków, wazeliny ani odpowiednich bandaży. jednakże była ziemia i na niej wśród innych ziół rosła pokrzywa.
Matka Eleny pochodziła z rodziny, w której wiedza o roślinach przechodziła z pokolenia na pokolenie. Leczyć potrafiła babcia, później matka, a następnie sama Elena.
Rana nie była niegdyś tylko przerwaniem skóry, uszkodzeniem jej miejscowo. Doskonale zdawano sobie sprawę, że człowiek, który stracił dużo krwi, słabnie jako całość – cały organizm. Było to w dawnym zielarstwie piękne, holistyczne podejście, o którym dziś współczesna medycyna zdaje sie nie zawsze pamiętać.
Pokrzywa służyła jako element dwóch „zabiegów”. Miazga miała działać na ranę, natomiast świeży sok podawany do picia miał wspierać wykrwawiony i wyczerpany organizm.
Pokrzywy nie suszono ani nie zalewano wrzątkiem. Tłuczono ją na świeżo, aby rozerwać liście i łodygi, uwolnić ich wilgoć oraz wszystko, co znajdowało się wewnątrz rośliny.
Powstała w ten sposób miękka, soczysta masa mogła przylegać do nierównej powierzchni rany i pozostawać przy niej pod warstwą płótna.
Sama pokrzywa zawiera związki ściągające, flawonoidy, związki fenolowe, chlorofil, witaminy oraz liczne składniki mineralne. Jej dawny wybór przy ranach miał więc głęboki sens.
Związki ściągające wiązano z ograniczaniem krwawienia i obkurczaniem powierzchni uszkodzonej tkanki. Roślinne składniki ochronne mogły wspierać oczyszczanie miejsca urazu, a wilgotna miazga osłaniała ranę przed wysychaniem i bezpośrednim kontaktem z zanieczyszczonym otoczeniem.
Matka Eleny wiedziała również, że sama roślina nie wystarczy, jeśli materiał przykładany do ciała będzie brudny. Dlatego gotowała płótno w brzozowym ługu. Rozumiała istotę odkażania nawet nie znając jej „fachowych ” nazw. Oczyszczała tkaninę tym, co było dostępne, dopiero później nakładała pokrzywę i obwiązywała rany.
Elena zapamiętała, że po tygodniu lub dwóch na miejscu rozległych i ropiejących ran pojawiała się delikatna, różowa skóra. Opisywała widoczną zmianę: znikanie ropy i pojawianie się młodej tkanki.
Ciało zaczynało na nowo zamykać to, co zostało rozerwane, uszkodzone.
Sok z pokrzywy miał natomiast służyć ludziom, którzy utracili dużo krwi. Pokrzywa dostarcza żelaza, folianów,, witaminy C, chlorofilu i minerałów potrzebnych osłabionemu organizmowi. Witamina C sprzyja przyswajaniu żelaza roślinnego, natomiast foliany uczestniczą w tworzeniu komórek krwi.
W warunkach wojny, głodu i niedożywienia świeży sok był skoncentrowanym pokarmem otrzymywanym z rośliny dostępnej niemal wszędzie.
Dlatego Elena mówiła w swoich wykładach o „odbudowywaniu krwi” czyli o regularnym dostarczaniu wyczerpanemu organizmowi tego, z czego mógł czerpać podczas odzyskiwania sił.
Matka Eleny widziała bladość rannych, ich słabość i ogromną utratę krwi. Dawała im więc roślinę, którą od pokoleń łączono z krwią, żelazem i wzmacnianiem.
Sok podawała od wewnątrz, miazgę stosowała zewnętrznie, a wszystko osłaniała oczyszczonym płótnem. Wspierała jednocześnie ranę i całego człowieka, bo rozumiała, że jedno nie istnieje bez drugiego.
Dzisiaj zamknęliśmy pokrzywę w filiżance, butelce z octem, słoiku z maścią i kosmetycznej wcierce. Matka Eleny znała ją świeżą, surową i pełną soku. Wiedziała, co zrobić z nią wtedy, gdy przed człowiekiem leżało poranione słabe ciało.
Wojna odebrała ludziom niemal wszystko. Nie zdołała jednak odebrać im wiedzy o tym, co rosło pod stopami. Kiedy brakowało bandaży, gotowano płótno. Kiedy nie było preparatów, tłuczono pokrzywę. Kiedy ranni tracili siły, wyciskano z niej zielony sok.
Ziemia nadal dawała człowiekowi to, co posiadała. Człowiek potrafił jeszcze wówczas rozpoznać wartość tego ogromnego daru.
Pokrzywa, którą obecnie znamy głównie z naparów i kosmetyków, była kiedyś zbierana całymi beczkami, ponieważ w rękach ludzi rozumiejących jej naturę stawała się niezwykle cenna.
Tekst oparto na tłumaczeniach wykładów Eleny Fiodorowny Zajcewej. Przedstawia dawny przekaz zielarski i historyczne zastosowanie pokrzywy. Nie stanowi porady medycznej ani instrukcji postępowania z ranami.
AR

